Już na werandzie słyszałam podekscytowane, męskie głosy. Rany, czyżbym była jedyną dziewczyną w tym licznym towarzystwie?! Tego to nie chciałam.
Weszłam do Emily bez pukania, bo zawsze tak robiłam z mamą. Pamiętam Emily i Sama bardzo dobrze, choć tylko od roku. Mama mi też opowiadała, że jako małe dziecko lubiłam z nimi przebywać. Zawsze jednak dziwiła mnie pewna rzecz. Kiedy Sam był w domu, mama lub wcześniej tata, nie chodzili do nich. Kiedy byłam mała, Emily mnie po prostu zabierała, za zgodą Mamy i Taty. Ale od roku też chodziłam do nich samodzielnie, kiedy Sam był. Próbowałam kilka razy podpytać o to mamę, dlaczego go tak nie lubi, ale zaraz zmieniała temat. Było to dla mnie dziwne, ale cóż...
Kiedy weszłam do saloniku połączonego z kuchnią, wszystkie głosy zamlikły. Zaś wszyscy wpatrywali się we mnie.
- Jeny, jakbym była na jakimś przesłuchaniu. - rzuciłam i wywróciłam oczami. Podeszłam do Emily, która się do mnie szczerze uśmiechnęła.
- Tęskniliśmy za Tobą. - przytuliła mnie mocno. Nagle wyczułam znajomą woń.
- Muffinki? - wyszeptałam, uśmiechając się do niej szeroko.
Pokiwała głową i parsknęła śmiechem.
- Pieką się.
- Cassie. - zawołał mnie Sam. Odwróciłam się na pięcie. Wskazał mi krzesło obok siebie. Podeszłam do niego i grzecznie usiadłam.
Dopiero teraz zarejestrowałam twarze innych wilkołaków. Niektórych znałam, np. Setha Clearwatera, bo kiedyś się razem bawiliśmy w piaskownicy, Leę Clearwater, bo to jego starsza siostra i często się z nami bawiła. Ale resztę jakoś mało kojarzyłam.
Za to oni chyba dobrze znali mnie.
- Witamy w sforze. To jest Paul, Jared, Brady, Collin, Seth (widząc rozbrajający uśmiech chłopaka, obdarzyłam go tym samym), Leah (jednak ona raczej za mną nie przepadała. Zdziwiło mnie to, że patrzy na drzwi, jakby miała się zaraz rzucić do ucieczki. Zignorowałam ją), Quil i Jacob. - zapatrzyłam się na tego ostatniego. Ocknąwszy się, pomachałam im.
- No hej. A ja jestem Cassie. - wszyscy się zaśmiali, oprócz mnie.
- Mam nadzieję, że już przyjęłaś do faktu to, że jesteś wilkołakiem? - Sam objął mnie wielkim ramieniem.
Pokiwałam lekko głową.
- Chyba...tak. Wszystko jest nawet takie sobie...spoko. Ale...jak ty mnie słyszałeś i rozmawiałeś ze mną?
Uśmiechnął się.
- To taka cecha. Jako wilki słyszymy wszystkie nasze myśli. Czasami jest to zaleta, czasami wada. - spojrzałam na innych. Pogrążeni byli już w rozmowie. Jedynie wesoły Seth patrzył na mnie. Ciągle się uśmiechał.
- Opowiesz mi coś jeszcze o tych cechach? - dopytywałam się.
- Pewnie. No więc...masz tatuaż, o tu. - złapał moje lewe ramię i wygiął tak, żebym mogła zobaczyć tatuaż o mistycznych, czarnych wzorach, łączących się w kółko.
- Wow. - wyszeptałam, dotykając opuszkiem palca wzory tatuażu.
- Nasza temperatura ciała przypada na 41,42 stopnie. - wybałuszyłam oczy, co go rozbawiło. - Tak już jest, Cass. Hm... No, nie wyglądamy na swój wiek, przez to, że jesteśmy silni i umięśnieni. Dopóki się zmieniamy, nie będziemy się starzeć. Jesteśmy szybcy, a jako wilki możemy osiągnąć prędkość do 300 km/h.
- Skoro ja jestem wilkołakiem, to jakiś wampir musi znajdować się w pobliżu. - zapytałam z zupełnie innego tematu.
- Tak. Niedaleko, w Forks, mieszka rodzina wampirów, bardzo nam przyjazna. Cullenowie. Kiedyś byliśmy wrogami, ale nasze stosunki ociepliły się i teraz możemy na siebie liczyć w razie niebezpieczeństwa. - na stół wjechał talerz muffinek. Emily to mi pierwszej dała jagodowo-waniliowe ciastko, uśmiechając się szeroko. Wzięłam muffinkę w ręce i ugryzłam kawałek.
- Dzięki, jest pyszna. - uśmiechnęłam się do niej szeroko.
- Nie ma sprawy, Kochanie. - rozdała muffinki innym.
- Czemu Cass dostała pierwsza? - pożalił się, chyba Paul.
- Bo ona pierwsza doceniła ich smak. - pokazała mu język Emily. Poszłam za jej przykładem.
- Co do naszej rozmowy... Czy zawsze przemiana i w ogóle przygotowanie do pierwszej przemiany trwa tak krótko? - spytałam.
- Nie, zawsze trwa to jakieś kilka dni, dlatego zdziwił nas twój przypadek. Twoja mama poinformowała nas, że się zaczyna dopiero w nocy, bo strasznie krzyczałaś z bólu. Bardzo ją to zaniepokoiło, nie wiedziała, co się dzieje, chociaż wiedziała o wilkołakach już dawno i o tym, że się nim staniesz. Dopiero po godzinie się zorientowała, że to już czas.
Westchnęłam. Biedna mama.
- Skoro jesteście z tymi Cullenami przyjaciółmi, to czemu ja się zmieniłam? Zagraża nam jakieś niebezpieczeństwo? - spytałam, przegryzając pyszną muffinkę.
- Wczoraj w lesie natknęliśmy się na nieznany trop wampira. Chłopcy go gonili, ale im zwiał do oceanu i od tamtej pory się nie zjawił. Podejrzewamy, że po prostu wyczuł większą rodzinę wampirów, poszperał trochę, a gdy wyczuł nas, od razu uciekł. To nic poważnego, ale jednak coś. - wzruszył ramionami.
- Okej, koniec przesłuchania. - zachichotałam. Wzięłam jeszcze jedną muffinkę, a zostały tylko trzy. Boże, jaki oni mieli apetyt!
Nagle Sam wstał od stołu, podszedł do Emily i mocno ją uścisnął. Czule się pocałowali.
Dopiero gdy przejechałam wzrokiem po twarzach innych, zorientowałam się, że teraz nie Seth mi się przygląda, a Jacob. Uśmiechnął się do mnie pod nosem, a ja delikatnie wykrzywiłam kąciki ust do góry.
Wróciłam do domu koło godziny 13, bo wiedziałam, że mama się o mnie martwi. Weszłam po schodkach do domu i zastałam mamę zmywającą naczynia. Po Billym nie było śladu.
- Cześć. - szepnęłam i nagle przypomniałam sobie, jak zachowałam się rano. Było mi okropnie głupio.
Mama spojrzała na mnie i uśmiechnęła się. Podeszła do mnie i delikatnie mnie uścisnęla.
Za to ja wtuliłam się w nią jak mała dziewczynka.
Nagle mama poluźniła swój uścisk i zaczęła kaszleć.
- Kochanie... ty... dusisz...! - natychmiast się od niej oderwałam. Westchnęłam i zachichotałam jednocześnie.
- Przepraszam. Zapomniałam. - mruknęłam tylko z uśmiechem.
Mama zachichotała i powróciła do swojego zajęcia.
- I co? Sam ci wszystko wytłumaczył?
- Tsa... Wszystko to dziwne, ale znośne. Chyba. A Emily upiekła ciastka. A wiesz, kto jest w sforze? Oprócz nieznanych mi chłopaków, jest Leah i Seth Clearwaterowie. - usiadłam na krześle.
- Oo, to przynajmniej masz z kim pogadać w swoim wieku. Ale Leah podobno bardzo się zmieniła i jest teraz oschła, niemiła, ciągle zła. - dodała.
- Tak, widziałam. - przypomniał mi się wzrok Lei skierowany na drzwi. - Brady i Collin też są młodzi. Wyglądają na góra 14 lat. Może mają nawet mniej. - wzruszyłam ramionami.
- Kotku, jeśli teraz będziesz coś chciała ode mnie, mów mi. Jeżeli najdzie cię potrzeba wybiegania się, rozluźnienia - nic się nie martw, od razu idź i nie musisz nic mówić, ja zrozumiem. Billy mi wszystko opowiedział, jako członek starszyzny plemienia. Jego syn, Jacob, też przez to przechodził. Ale u niego trwało to wszystko kilka dni...dlatego, córciu, masz jeszcze większe prawo częściej się wściekać...I nie chcę, żebyś później miała wyrzuty sumienia, bo to przecież nie twoja wina. A ja to wszystko doskonale rozumiem...
- Mamo. - przerwałam jej monolog. Westchnęłam. - Jak się wścieknę, to po prostu wybiegnę na dwór i się przemienię, proste. Ale ty mi mów, jak coś będzie nie tak. Jak cię czymś zranię, okej?
Oderwała się od naczyń i podeszła do mnie. Złapała mnie za rękę.
- Kochanie, przecież wiesz. Mówimy sobie wszystko. Mamy tylko siebie. - uśmiechnęła się do mnie i delikatnie mnie przytuliła. Ja postanowiłam nic nie robić.
- Kocham cię mamo. - szepnęłam w jej gęste, brązowe włosy.
- Ja ciebie też, córciu. - przytulała mnie chwilę, po czym znów zabrała się za brudne naczynia.
Westchnęłam i pobiegłam na górę, do mojego pokoju. Przeszukałam zawartość dwóch szafek w zasięgu mojego wzroku, i wreszcie znalazłam. Mały blok rysunkowy, kilka ołówków, gumka. Zabrałam te wszystkie rzeczy na mój mały balkonik, z którego widać bylo las i niebo. Usiadłam na rozkładanym krześle, wyciągając nogi i zaczęłam rysować.
Po godzinie miałam już wilczy łeb skierowany w stronę księżyca w pełni, później były łapy, tułów...
- No, to teraz lustro mi zbędne. - uśmiechnęłam się do swojego "dzieła".
Na dole usłyszałam czyjś cichy śmiech...
_________________________________________________________________________________
No i macie drugi rozdział, chociaż nie wiem, po co go piszę...:< jest tylko jeden obserwator! Ludzie, proszę was! :< Mam nadzieję, że niedługo ta liczba się diametralnie zmieni.
Pozdr. ;*
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz