środa, 25 sierpnia 2010

3.

Przestraszyłam się, ale ciekawość wzięła górę. Zerknęłam na dół.
- Jacob? - odłożyłam przybory na kafelki i usiadłam na metalowym ogrodzeniu.
Jacob miał na sobie tylko krótkie, dżinsowe spodenki. Uśmiechał się szeroko.
- Poczekaj, zaraz tam u ciebie będę. Odsuń się. - chciałam już zaprotestować, przecież by coś sobie mógł złamać lub jeszcze gorzej, ale moje ciało mnie niestety nie słuchało. Odsunęłam się aż pod same szklane drzwi.
Po kilku sekundach Jake stał przede mną. Wytarł ręce o spodenki.
- Coś nie tak? Po co tu jesteś? - nie chciałam, żeby to zabrzmiało odpychająco, ale chyba jednak zabrzmiało, bo Jake posmutniał. Chyba.
- No wiesz... Chciałem cię poznać. Jako pierwszy. Ze sfory. Oprócz Sama. - usiadł na metalowej bramce.
Podrapałam się po głowie, nie wiedząc, co powiedzieć.
- Patrz, a ja myślałam, że to Seth będzie pierwszy. - mruknęłam, wywracając oczami.
Zaśmiał się.
- Do Lei bym nigdy tak nie przyszedł, ale ty jesteś inna. I ciebie znam. - uśmiechnął się łobuzersko.
Zmarszczyłam nos.
- Że co? - skrzyżowałam ręce na piersi. Jak to było możliwe, że ja go nie pamiętałam, nie znałam, a on mnie tak?!
Westchnął, zniecierpliwiony tym, że tak mało kojarzę.
- Bawiłem się z tobą. W końcu miałem 6 lat, a ty 2. Nosiłem cię na rękach i te sprawy. - machnął ręką.
Pokiwałam powoli głową.
- Jeszcze przed przeprowadzką, ta? - nie potrzebowałam odpowiedzi. Szybko zabrałam blok i przybory i zniknęłam we wnętrzu pokoju.
- Ej, czekaj! - poszedł za mną i złapał mnie za rękę. Przyjemne ciepło rozlało się po moim ciele, ale nie chciałam go do siebie dopuścić. Odpychałam je jak mogłam.
- Zostaw, no! - próbowałam schować czym prędzej blok pod łóżkiem, ale chytry, mnie wyprzedził.
Oglądał jedyny rysunek, którym byłam ja jako wilk. Obserwowałam uważnie jego twarz. Najpierw był zaskoczony, później się cicho zaśmiał, a na końcu jego twarz wykrzywił grymas podziwu.
- Wow. Ładne. Sam bym tak nie narysował. - zaśmiałam się cicho. Uśmiechnął się szeroko.
- Oddawaj! - zabrałam mu blok, skorzystawszy z okazji, że nie był na nim aż tak skoncentrowany. Uśmiechnęłam się łobuzersko i rzuciłam wszystko pod łóżko.
- No ej! - jęknął, ale się nie spierał. Później usiadł w moim fotelu jak gdyby nigdy nic, wyszczerzając się.
Prychnęłam.
- Wiesz, nie jesteś jednym z najbardziej wychowanych ludzi jakich spotkałam. - warknęłam, wychodząc na balkon.
Poszedł za mną, jak gdyby był moim cieniem. Trochę mnie to wkurzało, ale wiedziałam, że gdybym wdarła się w nim w kłótnie, zaraz stałabym na czterech łapach. Ale nie chciałam się złamać. Nie chciałam znowu słyszeć tych głosów, które przeczesywały mój umysł w poszukiwaniu jakichś kompromitujących mnie faktów. Wiedziałam, że chłopakom nie o to chodzi, ale jakoś ciągle nie mogłam uwierzyć, że słuchają moich myśli z nie własnej woli. Nie mogłam pojąć, jak Leah to wytrzymywała. W końcu dotychczas tylko ona była jedyną dziewczyną w tej całej sforze. Jak kryła się ze swoimi własnymi sekretami? Czy wiedzieli wszystko? Czy może ona specjalnie ukrywała wszystko w sobie?
- Hej, hej! Ziemia do Cass! - zamachał mi wielką ręką przed twarzą.
Pokręciłam głową, próbując się wybudzić.
- Jestem, jestem. - mruknęłam, siadając na barierce. Pomachałam nogami.
Jake usiadł niespodziewanie koło mnie.
- Powiedz, ale szczerze, czemu w ogóle tu przyszedłeś? Z ciekawości? Żeby mnie jakoś pocieszyć? Naprawdę bardziej oczekiwałam Setha, bo jesteśmy w prawie tym samym wieku no i wiesz... On jest taki ciągle radosny. A ty... A ty wydajesz mi się bardziej dojrzalszy. Bardziej przypominasz mi Sama. Może...
- Słuchaj. - przerwał mi. Westchnął i spojrzał w dół. - Po prostu...Wiem, rzadko tak się zachowuję. Nigdy nie przyszedłem do Setha po pierwszej jego przemianie, ani do Brady'ego, ani do Collina... To dlatego, że oni zmieniali się tak jak ja. Zwyczajnie, o ile można to tak nazwać. A ty jesteś...wyjątkowym przypadkiem. Jako jedyna w całej historii plemienia przemiana zajęła ci praktycznie kilkanaście godzin. Wszyscy męczyliśmy się kilka dni. - uśmiechnął się pod nosem, nie patrząc na mnie. - Możliwe, że niedługo znowu nas zaskoczysz. - zachichotał, wskazując na łóżko.
Walnęłam go z całej siły w ramię.
- Jeszcze raz to złamię ci nos. Podobno jestem bardzo silna, więc nie zadzieraj. - pomachałam mu pięścią przed nosem.
Zaśmiał się.
- Spoko spoko. I tak szybko by mi się zagoiło, więc próbuj. - już chciałam naprawdę odpłacić mu pięknym za nadobne, ale szybko zeskoczył na miękką ściółkę i pobiegł w las. Jego śmiech rozszedł się echem.
- No i kto tu jest mięczakiem! Nigdy nie zniżyłabym się do tego, żeby uciekać! - zachichotałam i zrobiłam to samo.
Goniłam go przez chwilę w swojej ludzkiej postaci, po chwili jednak Jacob zmienił się w rdzawobrązowego, ogromnego basiora. Nie czekając długo, zrobiłam to samo. Po moim kręgosłupie przeszła fala ognia, wypełniając mnie całą.
Nim się zorientowałam, biegłam już na czterech łapach.


Wróciłam dopiero wtedy, kiedy zobaczyłam, że niebo przybrało nieprzyjemny odcień czerni, a pierwszy plan wszedł żółty, okrągły księżyc.
Oprócz mnie zmienił się jeszcze Seth, Collin i Paul. Reszta została patrolować okolicę, w razie, gdyby tajemniczy wampir się pojawił.
W drodze do domu bardzo się zamyśliłam. Fajnie byłoby tak stanąć z wampirem twarzą w twarz. Dowiedziałam się, że inni członkowie sfory w ogóle się ich nie boją. Więc ja też pomyślałam, że pewnie jesteśmy tacy silni, że wampiry nie mają z nami szans. Chociaż sami byli też niebezpieczni. Gdybym tak mogła jednemu skręcić kark... Ach, jakież to by było przyjemne uczucie!
Nagle zdałam sobie sprawę, że jestem już w domu i mama coś do mnie mówi z saloniku.
- Mówiłaś coś? - zapytałam grzecznie, siadając obok niej na kanapie.
Uśmiechnęła się szeroko.
- Czy jesteś głodna? I jak tam? Dobrze się czujesz? - uśmiechnęła się, nie odwracając wzroku od telewizora. Zauważyłam, że ogląda CNN. Zawsze lubiła wiedzieć, co dzieje się na świecie.
- Nie, nie jestem. Wezmę sobie tylko jakieś ciastka, żebyś nie musiała mi niczego robić, na wszelki wypadek. - uśmiechnęłam się. - Wszystko okej. Nie musisz się martwić. - pogłaskałam ją po ramieniu. Wstałam szybko i skierowałam się na schody.
- Idziesz się wykąpać?
- Tak, właśnie miałam taki zamiar. Jutro rano patroluję granicę z Jacobem. - odpowiedziałam mamie, kiedy wchodziłam już po schodach.
Mama nic nie odpowiedziała, bo i nie musiała. Wiedziałam, że wszystko okej i że jest ze mnie dumna. Z resztą powtarzała mi to dzisiaj już kilka razy, więc zdążyłam przywyknąć.
Weszłam do pokoju i otworzyłam małą komodę. Wyjęłam swoje krótkie szorty i podkoszulek, co służyło mi za pidżamę, po czym skierowałam się do łazienki obok.
Kiedy nalewałam wody do wanny, przyjrzałam się sobie w lustrze. Nie przypominałam zarośniętej bestii. Z resztą, wyglądałam tak jak jeszcze wczoraj. No, oprócz tego mistycznego tatuażu. Jeszcze raz dzisiejszego dnia powiodłam po nim opuszkiem palca i uśmiechnęłam się.
Byłam wyjątkowa. Jedyna w swoim rodzaju.
Czy nie o tym zawsze marzyłam? Czy nie o tym, żeby być wyjątkową?
Ale nie w taki sposób. Chociaż nie miałam czego zarzucić wilkołactwu, jednak jeszcze nie przywykłam do tego, że zmieniam się w coś innego.
A co z moimi przyjaciółmi? Dawnymi przyjaciółmi? Przecież znałam się z Jessicą od pierwszej klasy szkoły podstawowej! Byłyśmy prawie jak siostry! A teraz nie wiedziałam nawet, czy kiedykolwiek ją zobaczę. Przynajmniej z bliska. Bo może zdarzy się kiedyś, że spojrzę na jej dom wilczymi oczami, schowana wśród drzew.
Nagle poczułam się okropnie w środku. Jakbym kogoś zdradziła. Czy mogłam powiedzieć Jess? Pewnie nie. I tak by mnie nie zrozumiała. Albo uznała za dziwaczkę.
Może i by miała rację.
Weszłam do wanny pełnej wody i zamknęłam oczy, czując w ich kącikach wilgoć.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz